Zakładki:
Panie
Panowie
Powiastki znajomych :)
|
poniedziałek, 19 lipca 2004
odc.14
Monika Hoellina czyscila szklanki,ale chyba za bardzo się rozmarzyła o cudownym Pavle i jego pocałunku,bo zamiast odstawic szklanke do tych czystych,niezdarnie polozyla ja na blacie tak ze szklanka spadla i roztlukla się. -potrące ci z pensji!-krzyknął Pablo Mauricio. -a dlaczego mi?Potrąć mojej siostrze,nic nie robi,obija się tylko!Nie wiem,czy to był dobry pomysł żeby ją zatrudnić!-wskazała na młodszą z panien Perez,która miala nogi wyciągnięte przed siebie,i piłowała sobie paznokcie. -mam przerwe-stwierdzila Ilu i wzruszyla ramionami. -Ja koniecznie musze załatwić sobie nowy personel!I to natychmiast!Jedna zakochana do nieprzytomności,naraza mnie na straty tluczac sprzet,druga się obija i zamiast serwowac ryby to się manikiuruje!!!-wrzasnal Pablo. -jeśli bylbys kobieta,stwierdziłabym,ze to zespół napięcia przedmiesiączkowego…-powiedziała Iluzija Neapolita rzucając okiem na szefa knajpki,lekko się uśmiechając. -że co?!-wrzasnał Pablo i zamachnał się scierka na Ilu,lecz ta w miare szybko odchyliła głowe. -a tak serio,to czemu jesteś taki wzburzony? -dlatego,że rzeczywiście klienci ostatnio nie dopisują.-westchnął Pablo Mauricio Juan i usiadł koło Iluziji. -wakacje sa, może powyjeżdżali? -wszyscy?!-Pablo popatrzyl z politowaniem na Monike Hoelline,która zbierała szkło z podłogi.kolejna szklanka nadawała się także do kosza. -czasem ktos wpadnie…-baknela Ilu,i żeby nie draznic człowieka,którego w koncu,co jak co,kochala,wstala,przeciągnęła się i stwierdzila ze idzie zobaczyc czy aby ktos nie zagladanl do nich na obiad. -ech…nie sadze…-Pablo pokręcił glowa. Iluzja wyszła na sale.w kącie dwóch rybaków dyskutowało o tegorocznych połowach.jakaś parka namiętnie się całowała nieopodal przy koktajlu truskawkowym.i to była cała klientela.kiepsko.naprawdę kiepsko.wtem drzwi się otworzyły.stanał w nich wysoki brunet.usiadł przy barze,Iluzja Neapolita podeszła do niego czekając aż złoży zamowienie. -co podać? -ja do jednej dziewczyny,która tu pracuje. -do kogo? -Monika Hollina…dalej nie pamiętam. -nie dziwne!tyle mamy tych imion. mezczyzna uśmiechnął się spuszczając glowe. -czy jest tu?-spytal. -Monika?jest,zawolam zaraz. Ilu wyszla na zaplecze i zawołała Monike.dziewczyna wyszla na sale,a wraz z nia Pablo. -Mateus?!co pan..to znaczy ty…tu robisz? jednak przybyły dziennikarz nie skupił wzroku na szukanej dziewczynie,tylko na Pablu,które stal oto niedaleko niego i ściskał mocno piesci.nie wyglądało to na mile spotkanie… Kiimi Maria Florentina siedziała na basenie z Markusem Marcellem i słuchała jego opowieści o tym,jakich to slawnych i znanych ludzi leczył. -…i wtedy on wrzasnął,ze boli,a ja na to,ze musi bolec,bo boruje,a on mowi,ze ostatnio nie bolało!to ja się smieje,i mowie,ze to dlatego,ze moja asystentka była ta ladna dziewczyna,która praktykowala u mnie przez dwa miesiące.Kiimi!nie słuchasz mnie wcale! -alez słucham,Markusie,słuchem.-dziewczyna zdobna się na niewielki uśmiech i powróciła do bawienia się rurką która była zamieszczona w jej drinku.wcale Marksa nie słuchała,bo nudzilo ja słuchanie jego wspaniałych opowieści.”chyba go jednak nie kocham…”-westchnela westchnęła duchu.no,popodrozujemy sobie jeszcze troche,potem on wroci do siebie,ja do siebie,i czesc.moze się kiedys jeszcze spotkamy. rozejrzała się wokolo.ludzie roześmiani,rozbawieni.w koncu lato,wakacje.a ona tu siedzi pod parasolka i nudzi się nieśmiertelnie. -przepraszam,Markus,ale musze isc do toalety. -idz idz,jak wrocisz dokończę! „alez oczywiście!”-westchnela poirytowana i zmierzyla w kierunku toalet.”co ja w nim widziałam?!ech…to nie jest facet dla mnie….zdecydowanie nie”-kiedy tak szla przed siebie,wzrok miala wlepiony w asfalt,i przez to wpadla na kogos. -ooo,sorty ciebie,ja nie…KIIMI?!A CO TY TU ROBISZ?!-przed nia,jako żywo,stal Milan.ten,którego rzucila w maju tego roku.usmiechnela się i spytala,z kim jest.machnal reka w kierunku Kefiony i Candusiny.pomachaly jej i zaprosily by się przyłączyła. -może pozniej…-baknela bąknęła uciekla do kibelka.”oo rany,tylko tego mi tu brakowało!” Paolina Joanna nie narzekała na klientele.w przeciwienstwe do Pabla,mężczyźni,mężczyźni także kobiety,chętnie zaglądały do jej sklepiku.zagadywali,rozmawiali,i najczęściej wychodzili z paroma tubkami bądź słoiczkami zelu.Paolina znala już praktycznie wszystkie firmy i właściwości zeli które miala w sklepie.takie informacje szybko wpadaja do glowy.nie nudzila się tez,bo stale ktos przychodzil.mezczyzni nawet usiłowali ja poderwac,ale jakos żaden nie był w jej typie.bo raz-albo był to nastolatek mlodszy od niej.albo dwa-po paru minutach rozmowy wiedziała,ze to nie był ktos dla niej.tego jednak dnia,do sklepu wszedł osobnik plci meskiej (baaa :P) który od progu przykul jej uwage.usmiechnela się szeroko i spytala,czym może służyć. -żelem,naturalnie!-odparl człowiek,który żel miał już na głowie,lecz widocznie kończył się,albo dowiedział się od kolegow o tymże stoisku. -to dobrze pan trafił.mam duzy wybor. -hmmm…nie watpie..-mezczyzna rozejrzał się po polkach,poprzegladl rozne,ale przez caly czas milczał.Pao Joanna skreclo w srodku.mow cos!kup cos!no,dalej!w koncu jego wzrok spoczął na Paolinie. -pracuje w branzy fryzjerskiej.potrzebuje czegos dobrego,mocnego i trwałego. -hmm…trwałego takim razie,zaproponuje specjalna linie Super-ultra-Hair-gel,do każdego rodzaju włosów,do każdego koloru.no,i te zele sa naprawde trwale.i maja bezbarwny kolor.a to się liczy. -dobre,mocne,trwale…-powtorzyl nieznajomy.Pao odwróciła się i uniosła do gory brwi,ściągając z polki jeden słoiczek. -proszę zobaczyc,powinien być tym,czego pan szuka…-powiedziala i założyła wlosy za ucho.zawsze tak robila gdy jakis facet jej się podobal. -niewatpliwie.ale… -tak?-Pao zaniepokoiła się. -być może to pani jest kim,kogo szukam. -hę? -ma pani sliczne wlosy. -krecone,jak wiele dziewczyn ma.-wzruszyla ramionami. -niefarbowane… -po co farbowac,siwa nie jestem!-Paolina Joanna Laura zaśmiała się. -czy ja się przedstawiłem?Tomas Nikodemo Mariano Hajto.-zrobil stosowana pauze,by Pao mogla jakos zareagowac,nic jednak takiego nie nastąpiło. -czy zgodzilaby się pani wziasc udzial w pokazie fryzur? -tak.ale pod warunkiem. -jakim? -że kupi pan ode mnie te żele i nie pozwoli mi splajtować.-Paolina uśmiechnęła się szeroko i postawila żele na ladzie.
niedziela, 11 lipca 2004
odc. 13
-a gdzie ty się wybierasz?-matka Kiimi Marii weszla do pokoju dziewczyny w chwili gdy ta pakowała swoje ubrania. -wyjeżdżam na kilka tygodni. -dokąd-spytała podejrzliwie Margaretta siadajac na łozku córki.-i córki kim?czyzby…czy Milan i ty… -nie,nie mamo.to już przeszłość.Milan i ja nie jesteśmy już razem.i nic nie wskazuje na to by jeszcze kiedykolwiek miala być z nas para.-Kiimi pakowala letnie bluzki do dużej czarnej torby. -w takim razie z kim? -oj,ze znajomym. -znam go? -mamo!nie jestem już mala dziewczynka!nie wiem,czy zauważyłaś,ale odkad skończyłam lat 18… -moja droga,to było 2 lata temu! -i co z tego?!mam chyba prawo jechac z kim chce i gdzie chce. -powiedz mi chociaż kim on jest?!-denerwowala się pani Sancho.w tej chwili trzasnęły drzwi i do domu wrócił ojciec Kiimi Marii Florentiny. -kochanie,pozwol to na chwile…!-matka dziewczyny była nieugieta. -co się stalo?ooo,Kiimi…wyjeżdżasz gdzies? -tak.ale mama robi mi wyrzuty i najwyraźniej nie chce mnie puścić! -zadnych wyrzutow ci nie robie-to raz.a po drugie martwie się o ciebie!zrozum,dziecko…! -MAMO!-Kiimi ze złością wrzucila sukienke do torby. -Margaretto,ona już jest dorosla…niech jedzie… -ja się tylko chce dowiedziec z kim! -może z Pao?-podsunal ojciec Kiimi. -nie,Pao ma teraz swój sklep na glowie…-westchnela Kiimi.”co robic,kogo ja mam wymyslec?!nie mogę powiedziec ze jade z Markusem!!!” -acha,przypomniałam sobie!dzwonila Carmen,chciala się z toba umowic… -oddzwonie do niej zaraz.-Kiimi machnęła reka. -glodny jestem,jest cos do jedzenia?-ojciec Kiimi Marii najwyraźniej chciał zakończyć rozmowe. -w kuchni jest obiad.a obiad toba jeszcze nie skończyłam-matka Kiimi wstala i poszla za mezem.dziewczyna zamknęła się w pokoju i poczela myśleć.kogo by tu wkręcić w wyjazd?!ostatecznie wymyśliła jedno:powie rodzicom ze nie jedzie z zadnym ze znajomych,tylko po prostu chce pojechac do Candusiny.o!to będzie najlepsze wyjscie. -mamo…ja za godzine wyjeżdżam.-Kiimi wparowala do kuchni. -zjedz obiad. -nie,nie chce.jade do Candusiny. -mowilas ze jedziesz ze znajomym… -bo jade,on mnie tam odwiezie. -kto to? -nie znasz.yyy…musze zadzwonic teraz do Carmen,skoro prosila… … Monika obierala banany do koktajlu Banana Milkshake,kiedy zawołała ja kolezanka z pracy by poszla na chwile na sale bo ktos na nia czeka.dziewczyna otarla rece w ścierkę i wyszla z kuchni.zobaczyla Ravela Armada Parysa,w czapeczce i ciemnych okularach na nosie.domyslila się ze ta charakteryzacja jest konieczna,bo chce pogadac tylko z nia.poprosila go wiec na zaplecze,bo tylko tu mogli spokojnie pogadac bez wścibskich spojrzen. -za chwile mam samolot…chciałem się pożegnać.i powiedziec,ze wywiad jest swietny.masz talent!nie powinnas się marnowac w tej knajpie,może pomyslisz o pracy dziennikarki? -oo…raczej nie.to nie dla mnie. -wiec cale zycie chcesz spędzić tu?to nie jest chyba najlepsza perspektywa… -wiem,poszukam czegos po wakacjach.to praca sezonowa. -Moniko… -tak? -przykro mi,ze musze wyjechac.bo ty zostajesz tu,a ja będę tam. -pewnie Ivana dotrzyma ci towarzystwa… -wolalbym nie.-Pavel westchnął i usiadl na beczce w której przechowywano ogorki kiszone. -może kiedys jeszcze się spotkamy.-Monika Hollina tez usiadla obok,ale w odróżnieniu od Pavla Armada Parysa wybrala beczke z śledziami.siedzieli w ciszy przez kilka minut. -Pavel…tak naprawde…to…ja…ja nie zadzwoniłam wtedy z powodu tego wywiadu. -domyslilem się. -i nic nie powiedziałeś?!-Monika wlepila wzrok w pilkarza. -czekalam az sama się wygadasz.-pilkarz uśmiechnął się wesoło,zerknął na zegarek i z osiaganiem się wstal z beczki. -już czas na mnie. -zycze udanego lotu. -masz sliczne kolczyki. Monika zdębiała.ona zaraz wyjezdza,i zamiast się pożegnać on mowi jej ze ma sliczne kolczyki?!ale wpadla przynajmniej dzieki temu na pomysl…odpiela jeden i wsadzila mu do reki. -to na pamiątkę. -dziekuje.ale raczej nie wkluje go sobie do ucha. -nie trzeba.mozesz to nawet zakopac gdzies w szufladzie.-usmiechnela się. -ja tez mam cos dla ciebie!-powiedzial Pavel Armando,przyparl Monike Hoelline do sciany i mocno i namiętnie pocałował. -wow,to lepsze,niż jakikolwiek prezent…!-Monika kiedy ochłonęła,poprawila fryzure i patrzyla jak Pavel odchodzi.odwrocil się jeszcze i posłał jej calusa. dziewczyna wróciła do kuchni.w tym momencie pojawil się tez Pablo. -rozchorowala się jedna z kelnerek.mozesz powiedziec Ilu,żeby przyszla,bo będzie potrzebna. -Pablo,a co bys powiedział gdybym się przeprowadzila do Europy?-Monika Hollina była w 7 niebie. -co takiego?! -chyba się zakochałam… -w ty pilkarzu?-Pablo pokręcił glowa. -no,co? -nic nic…aaa…i zanim się przeniesiesz do Europy,to lepiej dokończ ten Milkshake.bo klient nadal na niego czeka. Monika warknęła i syknęła cos o tym ze nikt jej nigdy nie pomoze.Pablo zaczal się smiac.wyszedl zobaczyc czy wszystko jest okej na sali,w chwili gdy weszla Pao z Kiimi. -przyszlam się pożegnać.-Kiimi Maria usiadla przy barze. -oo,wyjeżdżasz? -tak.na kilka tygodni.no,to się jeszcze zobaczy. -a gdzie? -nie wiem jeszcze.ale pewnie najpierw odwiedzimy z Marksem plaze w Nachitos.Pablo zerknął z zagadkowym uśmiechem na Pao Joanne,ale ta odwróciła się i ukryla niemy uśmieszek. -aha.podac wam cos? -yy,nie ja zaraz lece. -a jak tam sklep,Pao? -dobrze.juz wszystko praktycznie gotowe.Iluzija maluje w domu bilboard.aaa…mógłbyś gdzies to tu powiesic?-Pao wyciągnęła z kurteczki kartke reklamujaca jej sklep. -jasne,powies tam,na tablicy ogłoszeń.-Pablo wskazal miejsce. -ja spadam.trzymajcie się.Pao,jak wroce,sklep ma tetnic zyciem! -się postaram.-Paolina pomachala Kiimi,kiedy ta była już poza knajpka. -czy ona wie,ze w Nachitos jest Milan?-spytal Pablo podając Pao piwo. -nie.i to jest najlepsze.-Pao Joanna Laura uśmiechnęła się.
czwartek, 08 lipca 2004
odc. 12
-czesc,sory,ze sie spoznilam,ale zaspalam,no i mi autobus uciekl,a jeszcze Iluzija mi marudzila zebym nie zapomniala cie poprosic o... -juz wiem.byla tu wczoraj.-Pablo Mauricio tym razem ryb nie liczyl,tylko sprawdzal jakich sokow jest malo i pasowaloby dokupic. -aa..byla..wiesz,ja wczoraj nie mialam glowy do spraw zwiaznych z moja mlodsza siostra. -i jak sie wywiad udal?-Pablo byl we wszystko wtajemniczony.Monika Hoellina Sabina wiedziala ze szef jej nie wyda przed znajomymi.a poza tym musiala jakos usprawiedliwiac godziny w ktorych brala wolne. -chyba sie udal.nie mam pojecia.podrzucilam dyktafon wraz z przepisanym tekstem do Borasosa i... -BORASOSA?!?! -no,tak..nie mowilam ci?to ten facet z "Dellas Sporticos"-Monika zwiazala wlosy w warkocz i poprawila makijaz przed lusterkiem. -ooo...znam ja tego goscia,a jakze...znam go az za dobrze! -a skad? -a stad moja droga,ze...oo..klienci...no trudno..pozniej ci opowiem! Pablo Mauricio Juan postal jeszcze chwile na zapleczu,po czym zakomunikowal ze jedzie do hurtowani po soki i ze wroci za pare godzin. ... -gdzie ta dziewczyna znowu poszla?!kiedy Kiimi jest potrzebna to nigdy nie ma jej w poblizu!-matka Kiimi Marii prala wlasnie i chciala,zeby Kiimi pomogla jej rozwieszac mokre ubrania w ogrodzie.nikt jej jednak nie odpowiedzial,gdzie jest Kiimi,bo w domu byla sama.maz przebywal w pracy (ojciec Kiimi byl ginekologiem :P), Kiimi jak zawsze nie bylo, wiec matka zajmowala sie domem.kiedys pracowala jako sekretarka ojca Kiimi,i tak sie poznali,lecz uznali ze lepiej bedzie jak Gustavo Roberto wezmie do pomocy mloda zgrabna sekretareczke. zadzwonil telefon wiec Margaretta Giovana zostawila mokre rzeczy w koszu na mokre rzeczy i poszla do domu. -slucham?nie,nie ma jej..ooo...to ty Carmen!jak milo cie slyszec!co u ciebie?aaa,to dobrze!tak tak,dostala sie na medycyne!kiedy bedzie?nie wiem,ciagle gdzies lata.no tak,ma wakacje,ale kiedy jej potrzebuje,to zawsze znika!wyczuwa prace nosem!oj,za bardzo ja rozpuscilam...ale to w koncu jedynaczka...tak tak.przekaze.dobrze.trzymaj sie.paa...-pani Sancho odlozyla sluchawke.dzwonila kuzynka Kiimi,Carmen.Carmen mieszkala kilkadziesiat kilometrow od Dellas Marijos.byla o dwa lata starsza od Kiimi.studiowala zaocznie,gdyz byla modelka.zwiedzila juz praktycznie caly swiat.Carmen Natlia Romina postanowila odwiedzic Kiimi,oczywiscie jesli tylko ta sie na to zgodzi.uch,ma jej tyle do opowiedzenia! ... -Markusie,jest mi z toba tak dobrze...!-Kiimi westchnela i przeciagnela sie w lozku.Markus wlasnie przyniosl dla nich obu salatke owocowa,gdyz ta najlepiej sprzyja przemianie materii po udanej sesji w lozku *rotfl*! -mnie tez,moja najdrozsza...ktora chcesz salatke? -a czym sie roznia?-Kiimi podniosla sie w poscieli i usiadla na poduszce. -no bo ta ma wiecej bananow i rodzynkow,a ta brzoskwin i orzechow! -to daj ta 2.banany tucza. -ciebie?!ciebie tucza?!przeciez masz boskie cialo! -wiem..-odparla Kiimi skromnie wpychajac do buzi lyzke z salatka.przez chwile jedli w ciszy. -yyy...Markusie.ta chwila nieuchronnie nadchodzi... -jaka,skarbenku? -muszisz wyjechac...-Kiimi spuscila glowe i potrzepala rzesami. -ale to dopiero za 3 dni! -tylko 3 dni! -jedz ze mna! -do Kalautern?! -niekoniecznie tam...wiesz,mozemy pozwiedzac,zaszalec,pobawic sie!no,chyba ze nie chcesz,z takim starym prykiem jak ja...-westchnal zalosnie Markus Marcello. -co ty wygadujesz?!moze i masz swoje lata,ale cialem i duchem to jestes nawet lepszy od niektorych moich rowiesnikow! -a skad wiesz jakie ciala maja twoi rowiesnicy?-markus popatrzyl podejrzliwie na dziewczyne. -z...opowiadan!Markusie!jade z toba,jade!chocby na koniec swiata!-Kiimi Maria Florentina podskoczyla radosnie na lozku i razem z Markusem poczeli planowac gdzie pojada najpierw. ... -czesc,Ilu. -ooo,Pao.czesc.przyszlas do mnie?-Iluzija troche niedowierzala,ze kolezanka Moniki przyszla do niej. -no,tak.bo wiem ze jestes w klasie o profilu humanistyczno-plastycznym,i moze mi pomozesz... -jak?-Iluzija Neapolita zaciekawila sie na wstepie. -potrzebna mi nazwa dla sklepu.no i przydalby sie jakis wiekszy szyld.ale ja jestem chyba kiepska w wymyslaniu tego typu rzeczy...-Pao rozlozyla bezradnie rece. -hmmm...to beda zele,tak?tylko zele?-Iluzija Neapolita Rosa usiadla przy stole,i zaczela stukac paznokciami o blat. -tylko. -moze..."Żelinka"? -infantylnie.-Pao pokiwala przeczaco glowa.wziela do reki pismo lezace na stole i z nudow zaczela je przegladac.poczeka sobie az Ilu wymysli cos sensowniejszego. -"Pao i jej zele"? -tez nie. -"Rozkoszna Kraina..." -nie koncz!-poprosila Pao usmiechajac sie pod nosem. -hmmm...to nie takie latwe.z szyldem bedzie prosciej,bo sie cos malnie raz dwa.ale nazwa...-Ilu podrapala sie po nosie i poszla do kuchni po picie. -no wlasnie wiem.-Pao przerzucala kolorowe pisemko.nic ciekawego procz obrazkow. -"Zele dla Ciebie"?-podsunela z kuchni Iluzija. -to mi sie kojarzy z programem telewizyjnym...-odkrzyknela Pao Joanna Laura.-chociaz wiesz...ta kraina... -no?-Ilu wrocila z dwiema szklankami wypelnionymi cola. -moze cos..."Zelowa Kraina"?-podsunela Pao odrzucajac gazete. -nie,nie...to juz bardziej jakis raj by pasowal... -Eden!-wykrzyknela Pao. -"Żelowy Eden"!-wykrzyknela Ilu i wyciagnela dlonie do gory w gescie tryumfu.
środa, 07 lipca 2004
odc. 11
Monika Hoellina Sabina czekala na Pavla w parku.przyszla wczesniej,zeby sie uspokoic i pnatsroic do spotkania.pytania na wywiad miala ulozone w glowie,pamietala wszystkie rady Borasosa i chciala je jak najlepiej wykorzystac.Pavel Armando Parys zjawil sie szybko i wreczyl Monice bukiet kwiatkow. -oo,jakie piekne!moje ulubione biale konwalie!skad wiedziales...? -domyslilem sie!-odrzekl Pavl Armando.no tak,w telenowelach rozne rzeczy dzieja sie z przypadku.-Moniko,jesli nie masz nic przeciwko,to chcialbym ten wywiad zaczac juz teraz,bo musze szybko uciekac. -aaa..dobrze,nie ma sprawy.a wiec,Pavle,co cie sprowadza do Dellas Marijos?-Monika zadawala pytania,i czekala na odpowiedz pilkarza z podetknietym mu dyktafonem.dzieki temu mogla patrzec w jego oczy,na jego twarz nie tracac czasu na zapisywanie slow. -no...to chyba wszystko.dziekuje,ze sie zgodziles. -nie ma sprawy.kiedy mam sie spodziewac tego artykulu? -hmmm...teraz pojde go zaniesc,wiec juz jutro powinien byc. -to super.ciesze sie,ze moglem ci pomoc. -nie,to ja dziekuje.bardzo dziekuje.aaa...kiedy wyjezdzasz? -jutro wieczorem. "NIEEEEEEEE"-krzyknela Monika w duchu,ale wiedziala ze to nic nie pomoze... -aha.wpadnij jutro do knajpki,to sie moze pozegnamy.przyjdziesz?-spytala Monika Hoellina Sabina. -jasne.o ile sie Ivana nie przyczepi. -nie mozesz jej odpedzic?ja juz dawno na twoim miejscu powiedzialabym co o niej mysle...! -ech,Moniko,to nie takie proste...przepraszam,ale musze juz uciekac.to..do zobaczenia! -papa. Pavelek pognal do swojego super-hiper-wypasionego Mereceda. ... Paolina uwinela sie z malowaniem.wszystko juz wyschlo,wiec mogla spokojnie ustawiac żele na polce.byla w kilku hurtowaniach,takze poza miastem,by wybrac jak najkorzystniejsze produkty.teraz miala w kartonach zele przeroznych kolorow i o przeroznych wlasciwosciach.nie miala tylko jednego:pomyslu jak anzwac sklep.no i nie wiedziala jaki szyld wywiesic.ale nagle przypomniala sobie,ze przeciez Iluzija jest w klasie o profilu plastyczno-humanistycznym!tak,wybierze sie do Perezów i poprosi siostre Moniki o pomoc. -hej, Pao.przynioslam ci kawe. -no dzieki,ale kawa mi nie potrzebna.bardziej sie tu przydasz sama ty.mozesz mi pomoc rokladac towar. -okej.-Kiimi bez narzekania wziela do reki sloiczki i zaczela ustawiac je zgodnie ze wskazowkami Paoliny Joanny.nucila jakas wesola piosenke o wakacyjnej milosci. -Milan do mnie dzwonil niedawno. -taaa?i co u niego? -dobrze.wypoczywa sobie i podrywa dziewczyny.-Paolina zerknela na przyjaciolke chcac dostrzec na jej twarzy chocby cien zazdrosci.nic takiego jednak sie nie pojawilo na licu Kiimi Marii.ta dalej ustawiala zel. -a to fajnie.moze znajdzie sobie jakas dziewczyne. -do niedawna ty bylas jego dziewczyna.-zauwazyla Paolina. -bylo,minelo.Pao,teraz jestem takaaaaaa szczesliwa! -a mozna wiedziec dlaczego? -bo...sie zakochalam! -w kim?-Paolina przestala zajmowac sie towarem. -w cudownym mezczyznie.jest dentysta,troche starszy,ale... -KIIMI!!!TO TEN ZNAJOMY TWOICH RODZICOW?!TWOJ WUJEK?! -oj tam,zaden wujek.to znajomy ojca jeszcze z czasow szkolnych. -aha...ale ty wiesz ze wasz zwiazek nie ma zadnej przyszlosci? -jak nie ma skoro wiem,ze ma.to milosc! -taaa...ale on zaraz wyjedzie.i co,pojedziesz za nim? -kto wie,kto wie..?-zanucila Kiimi. -przeciez dostalas sie na studia!chcesz wszystko zawalic dla jednego faceta?!dla starszego od siebie o 30 lat!!!? -wcale nie o 30!!!a ja nie zamierzam nic zawalic!bedziemy razem bo sie kochamy! -a twoi rodzice wiedza o wszystkim,jak mam rozumiec?-spytala Paolina Joanna pewna,ze zna odpowiedz. -no,nie wiedza.ale sie dowiedza! -kiedy? -ojej,Pao,przestan z tymi pytaniami!po co ja ci to w ogole mowilam?-westchnela smutna Kiimi i wybiegla ze sklepu. Paolina wzruszyla ramionami i dalej ukladala zele na polce.nie widziala przyszlosci w zwiazku Kiimi.moze dlatego,ze sama nie byla nigdy tak naprawde zakochana?no,moze raz...ale to bylo dawno temu. ... -hej Pablo! -hej Ilu!ale jesli przyszlas do Moniki,to jej nie ma...-powiedzial szef knajpki liczac przywiezione wlasnie ryby. -nie,ja nie do niej.ja do ciebie.pewnie ci nie wspomniala o mnie? -a co miala wspominac?nie,nic nie mowila. -no wlasnie.prosilam ja zeby poprosila ciebie czy nie moglabym tu troche popracowac.przez wakacje. -ale mi nie jest potrzebny personel.a poza tym jestes za mloda. -ja bym mogla sprzatac,pomagac w kuchni...liczyc ryby za ciebie...-przymilala sie Iluzija Nepolita usmiechajac wdziecznie do Pabla Mauricia.ten usmiechnal sie i przyrzekl,ze zastanowi sie. -wiedzialam,ze jestes super!-Iluzija pocalowala Pabla w policzek i uciekla z zaplecza czym predzej,nim Pablo zdarzyl spytac ja czemu go pocalowala.
poniedziałek, 05 lipca 2004
odc. 10
-dzien dobry,przepraszam,ze to wszystko tak szybko sie dzieje,ale ja potrzebuje panskiej pomocy natychmiast!-Monika Hoellina wpadla zziajana do biura gdzie miescila sie redakcja gazety "Dellas Sporticos". -alez nic sie nie stalo,jesli tylko ma pani sprawe zwiazana z jakas publikacja na lamach naszej gazety,to ja sie tylko moge cieszyc i dziekowac niebiosom! -a co,az taka nuda w sporcie?-Monika Hoellina usiadla naprzeciwko opalonego bruneta.zel na wlosach.no,to teraz bedzie mogl sie zaopatrywac u Paoliny. -pora letni,a sama pani wie ze teraz trudno o cokolwiek.dlatego nie wydajemy gazety codziennie,lecz co trzy dni.no chyba ze dzieje sie cos naprawde waznego.moze napije sie pani czegos?-brunet usmiechnal sie i wskazal na lodowke. -nie,dziekuje. -wiec slucham.aaa...ma pani bardzo ladne kolczyki!to logo Juventusu,prawda?gustowne i nie rzucajace sie w oczy!swietny wybor!-pochwalil gadatliwy redaktor.przystojny,ale jak dla Moniki Hoelliny za mocno opalony.no i brunet.a ona zdecydowanie wolala blondyna.TEGO blondyna. -dziekuje.ale prosze posluchac.otoz mam kontakt z jednym z pilkarzy Juventusu.chcialabym przeprowadzic z nim wywiad...to znaczy ja mu powiedzialam,ze dla znajomego i tak dalej,ale on wie,ze to ja ten wywiad mam przeprowadzic.i on chcialby ten wywiad zobaczyc jeszcze w gazecie. -wiec w czym problem? -w tym,ze ja nie bardzo orientuje sie,jakie pytania mam mu zadawac.chce,zeby wszystko przebieglo profesjonalnie i sprawnie.no i zeby wywiad ukazal sie w "Dellas Sporticos". -moge pania podszkolic troche.nawet dzisiaj.to nie bedzie trwalo dlugo.musze tylko wiedziec co to za pilkarz. -yyy...czy to konieczne?to znaczy chodzi mi o naziwsko...nie wystarczy,ze powiem panu ze jest znany i lubiany? -droga...jak masz na imie? -Monika. -aha.a wiec droga Moniko...z tego co wiem to wiekszosc pilkarzy Juventusu jest lubiana i znana...no,chyba ze chodzi o tego snoba i bufona juniora IV del Piero... -nie,to nie o niego chodzi.-Monika wyobrazila sobie mine Candusiny slyszaca takie zarzuty pod adresem swojego ulubionego pilkarza. -a o kogo? -dostanie pan z nim wywiad.narazie tyle.-Monika nie chciala podac nazwiska redaktorowi,bo bala sie,ze jak wiekszosc dziennikarzy,zrobi afere i rozdmucha caly pobyt Pavla Armanda,a tego ow pilkarz nie chcial. -no dobra.jak tam chcesz.a wiec zaczynajmy!aha,ja mam na imie Mateus.Mateus Alfonso Federico Borasoso. -milo mi.mozemy juz zaczynac?-Monika Hoellina niecierpliwila sie coraz bardziej.w koncu wywiad musi przeprowadzic jutro!jutro tez dostarczyc go temu Borasosowi,i on jak najszybciej musi wywiad opublikowac.ech,czego sie nie robi dla milosci! ... -pyszna kolacja,Margaretto!tak wysmienitego kopru francuskiego nie maja w samej Francji!a jaki indyk wspanialy!niebo w gebie! -ciesze sie,ze ci smakuje.nie to,co Kiimi!Kiimi,dlubiesz w tym talerzu i dlubiesz!wezze sprobuj indyka!moze ziemniaczkow ci dodac?a moze sosu? -nie,mamo,dziekuje.jakos nie jestem glodna.-wydobyla z siebie przez zacisniete zeby i wlepila oskarzycielski wzrok w Markusa Marcella. -oo,to moza ja poprosze jeszcze o troche sosu.boski,cudowny!odkad sie rozwiodlem,nikt tak pysznie mi nie gotowal. Kiimi Maria Florentina znaczaco chrzaknela.juz slyszala o jego zonie.Markus opowiedzial jej jak to go wykorzystala i zabrala mu spora czesc pieniedzy.i on teraz teskni za jej obiadami?!ludzie...! -to moze jeszcze zjesz za mnie?tylko nie zapomnij umyc potem porzadnie zebow!-powiedziala Kiimi wstajac od stolu i niegrzecznie rzucajac serwetke na krzeslo. -Kiimi Mario!wracaj natychmiast i przepros goscia! -ide sie przewietrzyc!-krzyknela i trzasnela drzwiami. -przepraszam za corke...jest dzis jakas niespokojna...nie wiem zupelnie,czemu?moze glowa ja od tych farb boli?swoja droga,tak maluje i maluje z Paolina...dlaczego ta dziewczyna nie zatrudni jakichs robotnikow?!-obruszyla sie matka Kiimi. -kochanie,przeciez rozmawialem z Paolina i proponowalem jej swoja pomoc ale odmowila!-wtracil sie ojciec Kiimi. -no tak,wiem,ale...to nieetyczne,kiedy dziewczyny same maluja sciany! -ech...ma pani racje.oo,zaczyna grzmiec!to moze ja pojde po Kiimi,bo sie przeziebi bez parasola na deszczu...zaraz wracam!-markus poderwal sie z miejsca i wybiegl,nie slyszac krzykow zony ojca Kiimi a jej matki ze wrocic musi koniecznie bo jeszcze nie probowal jej kremu czekoladowego. Kiimi daleko od domu nie odeszla.siedziala na hustawce i bujala sie zla na caly swiat. -hej,dlaczego tak ucieklas i w ogole? -a ty dlaczego nie poinformowales mnie ze jutro wyjezdzasz?! -ja...ja wcale nie wyjezdzam! -moja matka twierdzi inaczej!ta kolacja to niby taka pozegnalna dla ciebie! -Kiimi,moja kochana Kiimi Mario Florentino z domu Sancho...twoim rodzicom powiedzialem,ze wyjezdzam.ale ja nie wyjezdzam! -jak to?-Kiimi wreszcie popatrzyla na Markusa. -ja chce spedzic te dni z toba.tylko z toba.i nie chce,zeby twoi rodzice snuli jakies podejrzenia!dlatego musialem ich oklamac.. -ach!to cudownie!Markusie...!ja..ja...ja cie chyba kocham!-Kiimi Maria zerwala sie z hustawki i zarzucila rece a szyje dentyscie. -ja ciebie chyba tez.-powiedzial doktor Merk i goraco pocalowal dziewczyne.
odc. 9
-hej Pao,co slychac na starych smieciach? -czesc Milan.pff szkoda ze cie nie ma,pomoglbys mi w odnawianiu tego pomieszczenia...jest niemozliwie goraco,Kiimi sie nic nie chce,ja wydawac kasy na robotnikow nie zamierzam,wiec sama musze sobie poradzic. -ja jakos nie zaluje,ze nie ma mnie w tej zabitej dechami wiosce. -przestan,dobrze wiesz,ze wcale tak nie jest.duzo sie zmienilo... -a co u Kiimi? -chyba dobrze,wiecznie zalatana. -no i wlasnie dlatego rozpadl sie nasz zwiazek.ech...dobra,nie wazne.bylo,minelo. -a co porabiasz na tych boskich wakacjach?-spytala Paolina. -plazuje i baluje.wiesz poznalem tu niezla dziewczyne.Kefiona.sliczna i nieglupia. -i co,przeleciales juz ja?-Paolina Joanna zasmiala sie do sluchawki.nie miala zludzen co do swojego starszego o 4 lata kuzyna. -no cos ty!-obruszyl sie Milan Fernando Rafael.-na wszystko przyjdzie czas!okej,ja koncze.jak wroce,chce widziec juz twoje pierwsze zarobione pieniadze i stalych klientow! -taaak,jasne.najpierw to ja musze sie uporac z tymi cholernymi scianami... -pozdrow ciotke! -nie ma moich rodzicow,pojechali na coroczny tygodniowy targ do Nachitos. -aaaa,zapomnialem!to pewnie i moja matka sie z nimi zabrala? -dokladnie tak.trzymaj sie! -paaa... Paolina schowala swoj telefon do czystego ubrania i ponownie wziela pedzel do reki.moze i to byl troche dziwny pomysl z tym sklepem,moze nie kazdy go popieral (a raczej wiekszosc byla na nie,w tym jej rodzice) ale ona czula,ze to bedzie cos.jej pierwszy prawdziwy interes.uspokojona myslami zamoczyla pedzel w pomaranczowej farbie i poczela malowac sciane kolo drzwi na zaplecze. ... -Candusinku,kiedy wracasz?-Monika Hoellina skorzystala z tego ze akurat nie bylo klientow,wiec zatelefonowala do swej najlepszej przyjaciolki. -a nie wiem jeszcze.a co,stesknilas sie za mna? -to tez.ale mam sprawe...powazna sprawe.niecierpiaca zwloki.jesli..jesli ty mi nie pomozesz,to juz nikt!-Monika miala dola.wielkiego dola.ale mozenie az tak wielkiego.to byl po prostu powazny problem. -co sie stalo?-Candusina Sylvia zaniepokoila sie lekko. -to nie jest rozmowa na telefon...no,to kiedy wracasz? -Moniko,nie wiem.tu jest tak fajnie,a ja mam jeszcze urlopu tydzien... -CANDUSINA!!!MOJA MILOSC ZA CHWILE WYJEDZIE A TY MI TU MYDLISZ OCZY URLOPEM?!CHCESZ ZEBYM WYSZLA NA PODLA KLAMCZUCHE?! -oo rety!!!no,mow co sie stalo!!! -no nie moge...ale...w skrocie chodzi o to ze ja...musze poznac jakiegos redaktora!koniecznie i natychmiast!z gazety sportowej! -no to moge cie umowic ze znajomym z "Dellas Sporticos". -wow!serio?!!na kiedy?!jak najszybciej bo...bo...to pilna sprawa! -zadzwonie do niego teraz,dam mu twoj numer i on juz sie odezwie. -dziekuje!!!jestes boska!!! -ale ale,ja chce znac szczegoly..tej calej twojej sprawy i poznac tego miloscia! -miloscia to chyba osobiscie nie poznasz,bo wyjezdza...ale wszystko ci opowiem.obiecuje!buziak,dzwon do tego znajomego! -juz dzwonie.papa. ... -dzis na kolacje przyjdzie do nas Markus. Kiimi robila sobie manicure i spogladala czasem w ekran telewizora.przez to malowanie zupelnie zniszczyla sobie palce i paznokcie!na dzwiek imienia "Markus" o malo co nie podskoczyla. -to dobrze...-starala sie wyciszyc w sobie wszelkie emocje,bylo to jednak niemozliwe,bo serce bilo jej jak oszalale. -jutro wyjezdza,wiec postanowilam tak jakos przygotowac kolacje pozegnalna.mam nadzieje ze zupa imbirowa z koprem francuskim oraz indyk w ciescie z zurawina i malinami i krem czkoladowy z kawalkami toffi wystarcza.ach,musze isc na zakupy.Kiimi,idziesz ze mna...? -wyjezdza?!?!?!!?jak to...tak nagle..jutro...jak to..nic mi nie mowil.... -KIIMI!idziesz na te zakupy?!a co mial ci mowic..widzieliscie sie?-matka dziewczyna spojrzala na niej z ukosa przestajac poprawiac fryzure przed lustrem. -no..przypadkiem...jak wracalam od Paoliny...tak,mamo,pojde z toba. Kiimi Maria z niedowierzeniem powtarzala w myslach,ze markus wyjezdza.to niemozliwe!dlaczego?!przeciez wczoraj mowil jej,ze pobawi tu jeszcze co najmniej kilka dni.moze nawet kilkanascie!o niech no ona go tylko dorwie...!
niedziela, 04 lipca 2004
odc. 8
Monika Hoellina Sabina spedzila cudowny wieczor z Pavlem Armandem Parysem w jednej z lepszych restauracji.opowiadal jej jakim cudem wyladowal w Dellas Marijos ("-firma zajmujaca sie hodowla,plantacja,zbiorem i zamrazaniem arbuzow i melonow wystosowala fajna propozycje reklamy dla naszej druzyny.ale tak sie jakos zlozylo ze tylko ja moglem pojechac,wiec nie zastanawiajac sie wsiadlem w samolot i przylecialem!z Ivana...ale ona sama sie uparla.wiesz,nasze rodziny sa zaprzyjaznione.i moja matka jak sie dowiedziala od niej,ze jade w te rejony to koniecznie chciala zeby ona mi towarzyszyla. -ale...Pavel...jakim cudem przyjechales po mnie swoim autem skoro tutaj dostales sie samolotem? -auto przyplynelo.nie samo,oczywiscie,wynajelo sie specjalnych ludzi..aa.co ci bede tlumaczyl.co ciekawsze tematy do rozmowy.mowilas,ze chccesz przeprowadzic wywiad...? -oo tak...ale...chyba zapomnialam dyktafonu.i jakos w ogole nie jstem przygotowana....-Monika wzruszyla ramionami,przewrocila oczami i oparla podbrodek na dloni.-opowiedz mi o tych arbuzach...to musi byc strasznie fajne,reklamowanie...arbuzow i melonow! -jest fajne,ale do czasu...wyobraz sobie ze to byla sesja zdjeciowa + videa reklamowe dla calego swiata.wchodza na rynek europejski,wiec chcieli miec jak najlepiej,a ze nasza druzyna jest znana...to zglosili sie do nas.nie chcialbym byc nieskromny,ale mnie ludzie rozpoznaja i tak jakos...ale o czym ja to...aaaa!wyobraz sobie,ze musialem jesc te arbuzy i jesc i jesc i jesc...i po ktoryms z kolei mialem juz dosc,a tutaj musze sie usmiechac i mowic ze dobre! -niesamowite!-westchnela Monika Hoellina zachwycona Pavlem Armandem Parysem Nedvedem.") i przez caly wieczor bawili sie wysmienicie. ... -Pao,nie chce mi sie juz machac tym pedzlem...!nie moglas o to poprosic Pabla albo swojego kuzyna....? -Milan wyjechal z kumplami,chcialam go poprosic,ale jakos tak wyszlo ze ten wyjazd...a tam,machaj machaj,reka ci schudnie! -nie moge juz,no! -rety jak ty marudzisz!dobra zrobmy mala przerwe...chcesz wode? -ooo poprosze,byle niegazowana! Paolina rzucila przyjaciolce butelke i obserwowala jak Kiimi Maria pochlania zawartosc. -pic ci sie az tak chcialo? -chyba mam lekkiego kaca. -ooo...wczoraj bylas na imprezie? -powiedzmy...takiej...miniaturowej.bardzo kameralnej. -na ile osob? -dwie...-Kiimi Maria chcac uciac rozmowe wziela pedzel i ponownie zaczela nim machac po scianie.Paolina Joanna nie pytala juz o nic,ale domyslala sie ze kompanem wczorajszym Kiimi byl ten dentysta z Kalautern.hmmm... ... -no i jak,Milan,miales chyba podrywac laski? -zamierzam to robic,ale najpierw musze jakas upolowac wzrokowo. kuzyn Paoliny,Milan Fernando Rafael wraz z kilkoma kumplami wybyl na wakacje do oddalnego o pare km od Dellas Marijos miasteczka,by tu imprezowac,bawic sie i szalec.teraz cala paczka siedzieli na basenie.Milan na lezaku obserwowal dziewczyny.niby ladne,ale wszystkie...prawie identyczne!wlosy,stroje kapielowe,nawet ruchy.same klony!poirytowany poszedl do baru po piwo.kiedy je saczyl,za plecami uslyszal upiorny smiech.tak bardzo okropny,ze az wrecz ciarki go przechodzily."o matko,kto sie moze tak paskudnie smiac?pewnie niezla maszkara!"-chyba nie mial dzis najlepszego humoru.odwrocil sie i zerknal w strone skad dobiegal smiech.usmiechnal sie.wlascicielka glosu,ku jego zaskoczeniu,byla nieporownywalnie sliczna z wydobywanymi przez siebie dzwiekami.zostawil piwo i udal sie przed siebie by zawrzec nowa przyjazn. -no hej...-stanal kolo rozbawionej dziewczyny,ktora rozmawiala z dziewczyna. -my sie chyba nie znamy.ale hej.-brunetka z pasemkami ukazala w usmiechu snieznobiale zeby. -zwrocilem na ciebie uwage bo...masz...ciekawy smiech. dziewczyna ponownie parsknela smiechem. -dzieki.to co,przedstawisz sie? -Milan jestem. -ooo...to tak,jak ta druzyna...! -no,tak.-"ona zna sie na pilce noznej?!" -ja jestem Kefiona.a to Candusinka. "rety,co za imiona!"-pomyslal w duchu Baros.jednak nie przeszkadzaly mu one w zapoznaniu sie z dwiema slicznymi dziewczynami.
sobota, 03 lipca 2004
odc. 7
-Kiimi,masz bardzo ladne uzebienie.musialem ci to powiedziec.-Markus ujal dlon Kiimi Marii i spojrzal wprost na jej cudowne usta pomalowane szminka L'oreal Rouge Diamonds o odcieniu poziomkowym. -dziekuje,od dziecka o nie dbalam.ach,a poza tym to pewnie jest uwarunkowane!wujcio stomatolog,to i ja mam zeby ladne... -ach,przesadzasz!przeciez ja nie jestem twoim prawdziwym wujaszkiem! -wiem wiem... -i prosilem,zebys zwracala sie do mnie na "ty"! -troche to trudne,bo jestes starszy ode mnie o 20kilka lat.no i rodzice nie byliby zbyt szczesliwi...oni nawet nie wiedza ze sie z toba umowilam,Markus! -ach tam,to nie wazne,Kiimi!ale ty nawet nie wiesz,jak ja sie ucieszylem,kiedy mi twoja matka powiedziala ze dostalas sie na medycyne! -Markus,od dziecka chcialam byc lekarka.konkretnie,to pracowac z ludzmi.jako rehabilitantka albo masazysta. -ooo tak,twoje rece sa stworzone do masowania! Kiimi puscila buraka,a Markus nieco przystopowal. *dopisek Pao-co prawda nie wiem czy na medycynie sa takie kierunki,ale w telenoweli systko could happen! :D* -Markus,nie uwazasz ze mamy piekny wieczor? -taak...bardzo piekny...ksiezyc tak pieknie blaskiem swym oblewa poswiata swa chodnik po ktorym teraz stapamy... -Markus.jestesmy na plazy.tu nie ma chodnika. -o tak...!przepraszam!widzisz,przyzwyczajony jestem do miejskiego zycia.a powinienem sie przeprowadzic gdzies,gdzie jest morze,szum fal,ptakow spiew... -ja nie wiedzialam ze z ciebie taki poeta. -ja tez nie.o,pozno juz!moze..dasz sie zaprosic do mnie na lampke wina?rumunskie,najlepsze! Kiimi Maria zerknela na zegarek.dochodzila 22,wiec miala czas do 23.zgodzila sie,ale pod warunkiem ze potem dentysta zamowi jej taksowke. -oczywiscie,co tylko zechcesz,przyszla Pani Masazystko. Kiimi rozesmiala sie i poszla wraz z mezczyzna do wyjscia z plazy. ... -gdzie ty sie tak stroisz?-Iluzija kroila warzywa do salatki na kolacje. -wychodze,nie moge?-Monika skropila szyje perfumami z nowej serii Shanelle.poszla na to cala jej ostatnia wyplate,ale czego sie nie robi dla dobrego wrazenia! -to widze,ale gdzie?! -oj,nie znasz.ze znajomymi. -wszyscy plci meskiej?-zaczepila starsza siostre Iluzija. -nie dopytuj sie tak,bo fige ci zalatwie,a nie prace u Pabla1 -dziewczyny!przestancie sie klocic,ja tu wiadomosci ogladam!-rozglegl sie huczny bas z duzego pokoju.Senior rodu,ojciec dwoch niesfornych corek wrocil z pracy w nienajlepszym humorze. -to powiesz,gdzie idziesz?-Iluzija nie dawala za wygrana. -nie.pa!-Monika Hoellina pochwycila marchewke z talerze,poslala calusa siostrze i wybiegla z mieszkania.
odc. 6
-yyy.....ja wiem,ze nie powinnam dzwonic,pewnie jestes...jest pan...bardzo zajety....ale...o kurde!ja sie nie przedstawilam..ale ze mnie gapa!to ja...Monika Hoellina...taka kelnerka..zwykla,szara myszka... -hehehe od razu cie poznalem po glosie.masz sliczny glos. -przepraszam jeszcze raz...ze dzwonie..ale..ale zdaje sie ze zostawil pan u nas...yyy...dlugopis!pamieta pan?jak zapisywalam panski numer,to... -Moniko,nie tlumacz sie.dzwonisz,bo chcesz sie ze mna spotkac? "fuck!" -nie,nie...ja tylko....mnie tylko interesuje...bo widzi pan,ja mam znajomego w redakcji jednej z gazet.i on by chcial...to znaczy ja mu nie powiedzialam,ze pan tu jest,tylko..byloby mu pewnie bardzo milo gdyby dostal jakis wywiadzik..z tak znanym pilkarzem. -no dobrze,mozemy sie spotkac...ale pod jednym warunkiem. Monice Hoellinie serce zaczelo bic mocniej,w gardlo zaschlo i az przysiadla z wrazenia. -tak? -ze bede mogl zaprosic cie na kolacje.oo,przepraszam na moment. *tutaj daja sie slyszec szmery uciszania marudzen Ivany* Monika westchnela.no tak,to bedzie kolacja w interesach.tylko ze ona nie miala zadnego kolegi w redakcji.alez jestem glupia!-westchnela ponownie do sluchawki. -juz jestem,przepraszam.na czym to...aaaa..no to jak,jestesmy...yy...umowieni? -tak!-Monika wprost krzyknela do sluchawki. -gdzie po ciebie przyjechac? -yyy...to moze umowmy sie...w barze...albo..przed!o 20!co pan na to? -dobrze,przyjade swoim super-wypasionym-mega-hiper-bomastycznym Merecedem z klimatyzacja,ABSem i poduszkami w razie... -dobra,ja sie na autach nie znam.dziekuje,ze sie pan zgodzil. -Pavel,koteczku.Pavel. Monice stopnialo serce.
odc. 5
Paolina stala miedzy polkami sklepu typu OBI i tam wybierala farby do pomalowania wnetrza swojego sklepu.chciala,zeby bylo kolorow,ale z umiarem.zdecydowala sie na pomaranczowy kolor scian i zolty sufitu.kiedy placila przy kasie ktos ja zawolal.odwroila sie,ale nikogo nie zauwazyla.kiedy wychodzila ze sklepu,podbiegl do niej sam Pablo. -czesc Pao... -o,czesc.a co tu robisz?tez farby kupujesz? -niee,ja zamawialem nowe krzesla.bo te obecne sa stare i mocno zuzyte.daj,pomoge ci niesc farbe.ooo...pomaranczowy kolor! -no,tak jakos mi sie spodobal,to wzielam. -kiedy zaczynasz malowanie? -jutro.pomoze mi Kiimi Maria,mam nadzieje...wiesz,ona ostatnio jakas...dziwna jest...znika na cale popoludnia,mowi,ze zalatwia rodzinne sprawy,a tak naprawde to pewnie umawia sie z jakims gosciem. -z kim??? -nie mam pojecia.ech...moze jutro cosod niej wyciagne. Pablo odprowadzil Paoline pod jej dom,pomogl wniesc farby i sam pognal do knajpki.tam Monika Hoellina przegladal gazete. -co tu tak pusto?-zdziwil sie. -no przeciez poludnie jest,ludzie o tej porze albo pracuja albo wyleguja sie na plazy...wiesz co Pablo?wpadlam na taki pomysl,ze... -otworzysz konkurencyjny skelp dla Paoliny Joanny?-zasmial sie Pablo.Monika przewrocila oczami,a Iluzija,ktora wlasnie przyszla,o malo nie zemdlala pod wplywem tegoz usmiechu. -nie,osle.ja postanowilam zapisac sie na kurs...szybkiego zapamietywania! -o matko moja!!!to lato zle na was wszystkie wplywa...!a moze jeszcze ty Iluzijo masz cos ciekawego w zanadrzu? -nie,moja siostra wszystkich przebija.wyobraz sobie ze byl tu slawny pilkarz z przyjaciolka,a ona podala mu...rybe z frytkami!!!! -dlugo bedziesz jesczze przezywac?-westchnela Monika Hoellina. -no bo to jest niewybaczalne!zamiast zaczepic go jakos,zagadac... -a skad wiesz ze z nim nie gadalam?-Monika Hoellina popatrzyla na siostre z przymruzonymi oczami.-moze ja ci nie wszystko powiedzialam? -taaaaaa,akurat...jakos nie wierze.dobra,a po co ci ten kurs szybkiego pamietania?to bedzie taki korespondencyjny? -nie!po prostu bola mnie rece i palce od zapisywania zamowien klientow wiec jak pojde na ten kurs bede miec z glowy pisanie. -i na to ci jest kurs?ja cie tego moge nauczyc sama.oczywiscie za odpowiednia oplata.-usmiechnela sie szeroko Iluzija,Monika machnela reka i poszla na zaplecze policzyc butelki z wodami.Pablo zabral sie za ustalanie dzisiejszego dania dnia,a Iluzija poczela sie krecic kolo niego i jak tylko mogla chciala zwrocic jego uwage. na zapleczu Monika usiadla na beczce z piwem i zaczela goraczkowo myslec.to byla prawda ze nie powiedziala wszystkiego siostrze.ona ma numer do Pavla.tylko,ze jak go dostawala,nie wiedziala ze to znany pilkarz!a on prosil,zeby zadzwonila...pfff....jakie to wszystko ciezkie!i na dodatek,jak chce dzwonic,to musi sie tylko pospieszyc,bo Pavel zostanie tu do konca tygodnia.
|